W minioną niedzielę, po długich godzinach „prac społecznie użytecznych” na dawnym torowisku w Przynach przyszedł czas na latanie.
Wspaniała przelotowa pogoda i dość silny wiatr pozwoliły nam w końcu przetrenować „nasze lotnisko” zwane tu i ówdzie lotniskiem „Przyny-Okęcie”.
Tak więc na kilkanaście zaskakująco wydajnych holi (500-540m) udało się wspaniale polatać w rewelacyjnej termice. Sportowe zacięcie nie pozwoliło naszym kolegom Andrewowi i Chrząszczowi kręcić się wokół komina.
Andrew pokonując kilkadziesiąt kilometrów lądował w Mełnie (okolice Radzynia Chełmińskiego). ( link XCC )
Paweł Chrząszcz, lecąc na mocno przeważonym (15kg) skrzydełku klasy DHV1 pokonał dystans 55 kilometrów, ostatecznie lądując za Wąbrzeźnem. ( link XCC )
Wyczyn kolegi Chrząszcza podkreśla tylko znaną w środowisku pilotów przelotowych teorię, która jasno traktuje, że „ to lata pilot , a nie paralotnia”.
Podsumowując: świat z perspektywy holu z „Przyn–Okęcia” wygląda szczególnie obiecująco, wydaje się więc, że „100-tki”, „200-tki” a prawdopodobnie i „300-tki” to już tylko kwestia czasu.
www.aktywninowe.pl







