Upał, słońce „blacha”. Tak w trzech słowach można zreferować aurę podczas tegorocznej wyprawy „Aktywnych” w słoweńskie Alpy Julijskie.
Wyruszyliśmy 19 sierpnia zmęczeni tegorocznym „latem”. Zostawiając we wstecznym lusterku naszego busa Nowe, pokładowy termometr z wysiłkiem wskazywał 18 st C.
Około 1375 km dalej, dnia następnego o godzinie 11.00, ten sam termometr wskazywał już 31 st. C. Jest pięknie – pomyśleliśmy. Słowenia przywitała nas pełnym słońcem i nieskazitelnie błękitnym niebem.
Niestety , wspaniała aura stała się naszym przekleństwem. W kolejnych dniach słupek rtęci, lub czegoś innego w miejscowych termometrach sięgnął krytycznej dla nas temperatury 46 st. C w cieniu. Po raz pierwszy zrozumieliśmy sens śródziemnomorskiej sjesty.
Wysokie temperatury, brak gradientu istotnie wpłynął na warunki lotne. Absolutny brak chmur i pełne słońce („blacha”) , spowodowały, że latanie przypominało trochę nasze latanie na klifach. Zazwyczaj „odpalaliśmy” ze startowiska na Lijaku około 15.00 - 16.00 i z lekkim południowo-zachodnim wiatrem unosiliśmy się kilkadziesiąt metrów nad graniami.
Wykorzystując jednak do cna „warun” robiliśmy wszystko co się dało by ostatecznie osiągnąć anteny telekomunikacyjne w Postrojnej.
Wytchnienie dawały noce, dzięki wieczornemu spływowi świeżego , chłodnego powietrza z gór, po odpowiedniej dawce lokalnego wina można było odpocząć od dziennego skwaru.
Podsumowując. Tegoroczna Słowenia , niczym Afryka odgniotła na naszych torsach słoneczne piętno. Udało się też polatać
, nabrać nowych doświadczeń i nawiązać znajomości. Teraz pozostaje nam czekać na kolejne spotkanie z tym pięknym krajem. A jakie ono będzie, to czas pokaże….
www.aktywninowe.pl







