Wiadomości

W miniony weekend ekipa Aktywnych w składzie Magda, Wiola, Piotr i Tomek rozpoczęła sezon paralotniowy w Borsku. Pogoda dopisała więc na starcie zjawiło się wielu pilotów. Sprawne hole pozwoliły każdemu wznieść się nad lotnisko, a "termika" umożliwiła podziwianie widoków wokół lotniska a co niektórym na pierwsze w sezonie przeloty.

ZAPRASZAMY DO GALERII

 

Po beznadziejnym, co tu dużo mówić sezonie klifowym 2016, w miniony weekend w końcu udało się polatać w Nowem "jak kiedyś". Przez cztery dni względnie dobrych warunków pogodowych najbardziej wytrwali, pomimo dokuczliwego zimna powisieli nad zmarzniętą Doliną Dolnej Wisły.

Mamy nadzieję, że "wyżowe latanie" to tylko zajawka nadciągającego dobrego Waruna 2017.

Na to liczymy i wszystkim latającym życzymy.

ZAPRASZAMY DO GALERII

 

Po trzech latach od pamiętnego , nieudanego wyjazdu na Tatrzańską Łomnicę kiedy to heroiczny zlot w mega bezwietrznej inwersji zakończył się dla Andrewa i Chrząszcza bliskim kontaktem z miejscową jakże uprzejmą Policją , a dla mnie uciążliwym skręceniem nogi przy nieudanej próbie wybicia się „z progu”. Teraz, w ostatni weekend sierpnia tam wróciłem. Wspólnie z Mieciem, Violą, Witizem oraz Latawcem. Pomimo tego, że „lokalersi” z Beskidu Wyspowego , gdzie we wsi Konina się zalogowaliśmy, zapewniali nas , że „warun  na Słowacji” będzie dobry, ja patrząc na poranne pełne słońce w błękicie miałem mieszane uczucia. Pozostali wręcz przeciwnie, jako ludzie wielkiej wiary przekonani byli , że będzie dobrze.

Po uiszczeniu bandyckiej opłaty za wjazd na Łomnickie Seldlo, czyli siodło , po zrobieniu kilku ładnych fotek  i pogapieniu się na wystrojone w leginsy słowackie amatorki górskich spacerów postanowiliśmy odpalić. Wiał lekki wiatr, więc pomimo występowania widocznej inwersji start był możliwy. Poleciał więc Latawiec i ja też odpaliłem. Jak było do przewidzenia odchyłka słabego wiatru nie dawała szczególnych szans na żagiel. Termika z kolei nie zaoferowała nam , żadnych sensownych noszeń. Tak czy inaczej po pół godzinie było po wszystkim. Podobnie było z Violą. Witiz wzbił się na wyżyny profesji i powalczył coś około godziny. Zaskoczył wszystkich Mieciu, który po spotkaniu z agresywną infrastrukturą do zaśnieżania nartostrady, przy starcie dosłownie stracił dolne poszycie jednego ze stabilizatorów. Chcąc , nie chcąc musiał lecieć, bo nie było możliwości wcześniejszego lądowania, no chyba , że na paczce. Tak czy inaczej okazuje się , że „dudkowa” Manta lata również bez jednego stabila.

W połowie dnia przenieśliśmy się na pobliski Lendak, jak się okazało niewielki pagór z mega potencjałem. Miejscówka około 8-10 km oddalona od Łomnicy. Umiejscowiona pomiędzy wielką doliną Popradu a masywem Tatr. Deniwelacja symboliczna, może 60-70 m. Super lądowisko. Start typowy dla naszych, nadwiślańskich klifów. Żagiel , stabilem po drzewach. Ale tylko na początku, później  termiczna winda i zdziwienia na naszych gębach. Można zostać wystrzelonym na miejscową orbitę w dwie minuty. Tego dnia w powietrzu około 30 skrzydeł, pomimo, że to Słowacja przeważali polscy piloci. Latanie praktycznie do samego wieczora, z dużymi trudnościami przy lądowaniu. Po prostu było na tyle termicznie, że będąc 5 metrów nad lądowiskiem , wyrywało powrotem na orbitę. Latanko zakończyliśmy tradycyjnie- browarem z miejscowego sklepiku. Wieczorkiem , po powrocie grill i Beherovka. O niedzieli nie warto pisać, ale faktem jest , że Podobin to jakaś lipa. Wchodzisz godzinę, zlatujesz 30 sekund…..

GALERIA

Po dwu letniej przerwie  5 sierpnia wraz z częścią naszej ekipy znów szczęśliwy stanąłem na słoweńskiej ziemi. Pomyślałem, że pewne rzeczy się nie zmieniają, bo pomimo zmiany miejscówki czułem się zaje….ście. Krótko po mnie, Yasiu i Zuzie dobił nasz bus oraz „Mietki”. Stała ekipa przyjechała z zamiarem wylatania kilku chwil oraz dobrze pojętego wypoczynku, czyli pospania, popicia, pojedzenia i po prostu delektowania się chwilą i miejscem. Nowi uczestnicy- kursanci, poza wcześniej wymienionym katalogiem mieli za zadanie zaliczenie II etapu kursu paralotniowego.

Niby było jak zwykle, a jednak inaczej: nowa miejscówka, już nie na „Aleksander Plac” tylko kilkanaście kilometrów wyżej w Ravnicy w miejscu nazwanym przez właściciela „Stone House” , a przez bywalców po prostu „U Alesia”. Moim zdaniem kwatera rewelacyjna, zarówno logistycznie jak i klimatycznie (co istotne przecież). Dalej, pogoda tego roku jakaś dziwna, bo zasadniczo latania w lataniu na Lijaku było nie za wiele. Dzięki przewidywalności Mieczysława „dolataliśmy się”  we włoskim Meduno. A samo latanie na Lijaku jakieś dziwne i nie przewidywalne, zupełnie odstające od wielokrotnie przetrenowanego planu. Z drugiej strony, może to i dobrze…. Trzecia sprawa to czynnik ludzki. Trudno powiedzieć ,czy to wpływ złowrogiego północnego wiatru, czy innej czarciej siły, ale wśród narodu dało się wyczuć niepokojące napięcie. To co się udało, to pomimo wszystko fajnie polatać, wspólnie pobyć  i wrócić  w jednym kawałku do domu.

Tak czy inaczej w tym roku Słowenia była inna i tyle. A jaka będzie następna , to się okaże mam nadzieję za rok…..

GALERIA

Marcin

Znienacka i nagle. Spadła na nas ta Ukraina. Wszystko za sprawą Kasi Huzarskiej, która skutecznie poszczuła nas wschodnim klimatem. Zadziałało. Kilka dni później gnaliśmy w nieklimatyzowanym Mondeo przez upalną Polskę. Pileś, Lena , no i ja. Pierwsze zaskoczenie, to chyba złowrogi Barszcz Sosnkowskiego, okryta złą sławą roślinka o zabójczych właściwościach. Czekała na nas na granicy w Krościnenku. Dalej 160 km po totalnych dziurach. Nigdy w życiu nie widziałem takich traktów. Dziura , na dziurze, a na mostach dziury na wylot! To co uderza po trasie to bieda, stare ruskie pojazdy, no i skrajne przeciwieństwo- ociekające złotem cerkiewki i kaplice na każdym rogu.

Do Pilipets dojechaliśmy oczywiście „na styk”. Szybka rejestracja i jazda na górę. Starymi sprawdzonymi ciężarówkami 4x4 marki GAZ. Ponad poziomem lasów widok niesamowity na masyw Borzawy. Trochę straszno bo nasze Gazy łapia takie kąty podjazdu, jakby nie działały tu prawa fizyki. Bardzo dobra organizacja. Pomimo niskich podstaw chmur i ochoczo budujących się Cb-ków, organizatorzy konstruują trasę. Pilecki z niepokojem dopytuje o chmury burzowe. Dowiadujemy się, że „tak się tutaj lata”.

Kolejne dni to latanie „tyłkiem po pięknych połoninach” z uwagi na niskie podstawy. Następnie dwa dni niepogody z wycieczkami oraz konsumpcją uzbeckiego gulaszu z ryżem zwanego „płow”. Tu to swoisty rytuał , pojedynek kulinarny ojca i córki. W szranki staje Witalij i jego córka Bożenka (swoją drogą jedna z najlepszych koordynatorek jakie spotkałem w swoim pozarządowym żywocie). Ostatecznie wygrywa Witalij. Nieważne przecież o zabawę tu idzie. Podczas niepogody poznajemy również dziko tutaj żyjące niedźwiedzie. Strach pomyśleć co by było jakby taki futrzak powitał paralotniarza podczas lądowania.

Ostatnie dwa dni zawodów , wyczekiwana  idealna pogoda. Pierwszego dnia ląduję w jakiejś czarnej dupie. Wspólnie z ukraińskim pilotem Andrijem schodzimy do wsi i tubylcy kultowym radzieckim autem marki Lada rocznik 1973 podwożą nas do bazy. Ostatni dzień należy do Tomka. Podstawy 2500m , piękna przelotowa pogoda i ambitna trasa ostatniego tasku. Co prawda ambicja organizatorów skutkuje że niewielu osiąga metę, ale zdaniem Pileckiego było warto, efekt 6 godzin podniebnej walki.

Nie będę pisał o wynikach, bo przecież nie o laury chodziło. Tomasz i Zbyszek Gotkiewicz dzielnie zabezpieczyli środek stawki. Napiszę o ludziach. Pomimo historycznych animozji i narodowego hej tu po obu stronach granicy paralotniarze są wszędzie tacy sami- charakteryzują się absolutnym brakiem podziałów. Poza tym, powiem krótko : piloci ukraińscy to absolutni specjaliści od latania przelotowego pełni fantazji, doświadczenia i determinacji do walki.

Jedno jest pewne, za rok tam wracam!

Marcin Tylman

ZAPRASZAMY DO GALERII

 

Paralotniowe Mistrzostwa Polsk 2016 odbyły się w Tolminie w słoweńskich Alpach Julijskich w dniach od 22 do 28 maja.

Zawody dla podniesienia rangi łączone były wspólnie z Mistrzostwami Węgier i jako Polish & Hungarian Paragliding Open 2016 przyciągnęły wyśmienitych pilotów nawet z odległych krańców świata. W tych  najważniejszej dla polskich pilotów imprezie nasze Stowarzyszenie reprezentował Paweł Chrząszcz.

Pomimo bardzo niekorzystnych  warunków pogodowych panujących w Alpach od początku sezonu organizatorom udało się rozegrać cztery ważne, wysoko punktowane konkurencje. 134 pilotów musiało się zmierzyć z wyścigami w stylu „race to goal” na odcinkach pomiędzy 64,1 km, a 72,7 km. Po czterech dniach Paweł uplasował się na 2 pozycji w klasyfikacji paralotni „Serial”, 8 w klasyfikacji Polskiej oraz 17 w klasyfikacji ogólnej zawodów.

https://airtribune.com/ppo2016/results

W sezonie 2016 nasz pilot planuje zmierzyć się jeszcze z zawodnikami między innymi podczas Czech and Slovak Paragliding Open we włoskim Pieve d’ Alpago, Przed Mistrzostwach Świata  XXXIII Guarnieri International Trophy  we włoskim Feltre oraz Soča Open Valley w słoweńskim Tolminie.

Partnerem Pawła w tym sezonie po raz kolejny został portal internetowy langloo.com wspierający rozwój sportowy zawodnika.

.

Zaprzyjaźnione serwisy

imaf poland


 

ekono


 

tlok


 

aktywna wies


 

nida

Jestes tutaj :

Gorące tematy :

bottom 1

Chrząszczu w Nepalu
Relacja wkrótce
 

bottom 1

Muzyka Kościołów
Letnie Spotkania Muzyczne – sezon 2013
 

bottom 1

Zajęcia karate
Rusza sezon 2013-2014 zajęć sekcji karate Shotokan
 

O Aktywnych:

Grupa za cel działanie postawiła sobie realizacje zainteresowań: sportowo-rekreacyjnych w sekcjach KARATE, PIŁKI SIATKOWEJ i PARALOTNIOWEJ. A także inspirowanie działań związanych z promocją regionu (Dolina Dolnej Wisły), kultywowaniem lokalnych tradycji.

Śledź Nas

 social icon  social icon  social icon  social icon

 

S5 Box

Zaloguj się

Zarejestruj się